Monika Grzelak
Wszystkie odcinki
Odcinek #10

#10 Przekonania przez które nie możesz schudnąć

Chcesz schudnąć, ale: – nie masz czasu? – nienawidzisz gotować? – dieta nie jest dla Ciebie, bo nie lubisz jałowego jedzenia? – nie chcesz rezygnować ze swoich ulubionych produktów/ potraw? – to nie jest dobry czas na odchudzanie, bo masz dużo wyjazdów/ spotkań towarzyskich? – masz za sobą wiele nieudanych prób odchudzania i nic na Ciebie nie działa? – masz tendencje do perfekcjonizmu/ 100%, albo nic i gdy zjesz coś spoza diety to dzień stracony i całkowicie rezygnujesz ze swoich postanowień? – przez geny/ IO/ niedoczynność tarczycy nie możesz schudnąć? Jeśli chodź raz powiedziałaś_eś “TAK”, ten odcinek jest dla Ciebie! Podyskutujmy wspólnie na temat Twoich przekonań i znajdźmy optymalne rozwiązanie. Bo wszystko zaczyna się w głowie. A Ty masz realny wpływ na to co dzieje się z Twoim ciałem. Zachęcam Cię do wysłuchania tego odcinka oraz udostępnienia go dalej! 🙂

Pokaż transkrypcję odcinka

Cześć! Z tej strony Grzelak Monika i witam Cię w dziesiątym odcinku mojego podcastu, w którym porozmawiamy sobie na temat przekonań, przez które nie możesz schłodnąć. Jestem dietetyczką, jestem trenerką i większość osób, które faktycznie się do mnie zgłasza, chciałaby coś zrobić ze swoim ciałem. No i w większości, jeszcze w dzisiejszych czasach, ludzie kojarzą mimo wszystko dietetyka z procesem odchudzania.

Ja bardzo lubię takie perełki, czyli takie w cudzysłowie oczywiście ciężkie przypadki, które mówią, że całe życie są na diecie, że już próbowały wszystkiego i nic na nich nie działa i nie mogą schudnąć. Jestem święcie przekonana, że chociaż raz w swoim życiu słyszałeś, słyszałaś takie sformułowanie, jak wszystko zaczyna się w głowie. I no właśnie, w dzisiejszym odcinku podcastu porozmawiamy sobie, jak to, jakie mamy przekonania, czyli to, co siedzi w naszej głowie, wpływa na nasz proces odchudzania. Bo uwierzcie mi, że ma bardzo duże znaczenie i od tego warto zacząć.

Także jeżeli interesuje Cię ten temat, zachęcam Cię do wysłuchania tego odcinka podcastu. Na samym początku jednak mam do Ciebie małą prośbę. Kliknij proszę Obserwuj, a także wystaw mi opinie, klikając w gwiazdki na Spotify. Dzięki temu pomożesz mi dotrzeć do większej ilości osób.

Z góry ślicznie Ci dziękuję. Przychodzi taki moment w Twoim życiu, w którym postanawiasz, że to jest ten czas, w którym chcesz schudnąć. I teraz mam do Ciebie kluczowe pytanie. Czego Twoim zdaniem teraz potrzebujesz, żeby schudnąć?

Co powinnoś, powinienoś teraz zrobić? Zazwyczaj padają takie hasła jedz mniej, ruszaj się więcej, muszę przejść na dietę. No i ok, ale teraz pytanie. Z czym kojarzy Ci się bycie na diecie?

Jakie są takie Twoje pierwsze skojarzenia? Zastanów się przez chwilę. Zazwyczaj myślimy o diecie jako o jakiejś takiej restrykcji, ograniczeniach, o tym, że czegoś mi nie wolno, coś mi wolno, coś będzie zakazane, coś będzie dozwolone, że będę musiała, musiał sobie czegoś tam odmawiać, czegoś mi nie będzie wolno. I teraz mam kluczowe pytanie do Ciebie.

Czy to kojarzy się z czymś przyjemnym? Z czymś, co chce się stosować? Czy z góry znajdziemy sobie jakieś pierwsze możliwe wymówki, czy po prostu argumenty do tego, żeby tego nie robić? Bo jeżeli faktycznie kojarzymy dietę z jakąś restrykcją, którą trzeba przytrzymać, żeby móc schudnąć, to po pierwsze kojarzy nam się to z bardzo dużym nakładem energii, a to oznacza, że musimy mieć dużo zasobów psychoenergetycznych do tego, żeby móc w ogóle zacząć tę dietę.

Czyli pierwsze, co nam już w ogóle przychodzi do głowy, to to, że to musi być jakiś taki specyficzny moment. Dlatego też bardzo często mówi się, że np. nowy rok, nowa ja. Albo, że np.

schudnę po wakacjach, gdy skończą mi się wszystkie wyjazdy. I tego typu rzeczy. I no właśnie pytanie, czy o to w tym wszystkim powinno chodzić? Czy jednak tego typu myślenie nie jest zbyt wspierające?

Z samej definicji dieta to sposób odżywiania. No i fakt faktem, mamy różnego rodzaju zalecenia, które mówią nam, w którą stronę warto byłoby iść pod kątem naszych nowyków żywieniowych, żeby dieta również wspierała nasze zdrowie. Ale warto pamiętać, że zdrowie z definicji to dobrostan fizyczny oraz psychiczny. Dlatego też nie chodzi o to, żeby w 100% sobie czegoś zakazywać, jeść tylko zdrowo, unikać jedzenia całkowicie na mieście, już nigdy nie jeść czegoś słodkiego.

A chodzi o to, żeby dokonywać świadomych wyborów żywieniowych oraz budować po prostu zdrowsze nawyki na co dzień, a nie przychodzić na jakąś po prostu restrykcyjną dietę. Dlatego też w dzisiejszych czasach coraz częściej mówi się o diecie 80 na 20%, o tym takim podejściu, w którym to 80%, czyli bazę tego, co my jemy na co dzień, stanowi żywność nisko przetworzona o wysokiej wartości odżywczej, czyli właśnie jedzenie warzyw, owoców, pełnoziarnistych zbóż, chudego mięsa, ryb, orzechów, nasion, pestek, tego co prozdrowotne. No ale w 20% pozwalamy sobie na takie troszeczkę bardziej wysoko przetwarzane produkty, jak np. coś słodkiego po obiedzie, czyli np.

dwie kostki czekolady, czy np. mieliśmy teraz 11 listopada, no to jeżeli raz do roku zjemy sobie rogala święta marcińskiego, no nic się nie wydarzy. Jak np. mamy ochotę sobie pójść raz na dwa tygodnie na miasto i zjeść sobie jakiś obiad, to nie robimy sobie z tego tytułu żadnych wyrzutów sumienia.

Jakby ważne jest to, żeby dobrze nastawić się do tego w głowie. Nie podchodzić w taki sposób, że ja od teraz już nie będę mogła nic jeść, czy nie będę mógł. A to, że ja stopniowo zmieniam swoje nawyki żywieniowe, staram się świadomie wybierać to, co jem na co dzień, ale pozwalam sobie również na to, co, powiedzmy, nie wpisuje się w ramy prozdrowotnej diety, bo to ma również służyć mojemu zdrowiu psychicznemu, a nie tylko fizycznemu. Bardziej chodzi tutaj o proporcje.

No i znowu już chyba w moim podcastie każdym jest ten cytat Nie substancja, lecz dawka czyni druciznę. No i o tym warto pamiętać. Dobrze, teraz powiem z jakimi najczęstszymi przekonaniami ja się spotykam w swoim gabinecie oraz jak z nimi dyskutuję. A na końcu powiem również w jaki sposób, jeżeli ty czujesz, że masz z tym problem, możesz sobie pomóc, ażeby też przepracować te przekonania i móc w końcu ruszyć ze swoim procesem i już teraz zmienić skutecznie nawyki żywieniowe na lata, a nie lato.

No dobrze, jednym z najczęstszych przekonań jest to, że ja nie mam czasu, żeby być na diecie. I zdaję sobie sprawę, że mamy XXI wiek. Są to czasy, w których bardzo dużo pracujemy, w których bardzo dużo od siebie oczekujemy, mamy bardzo dużo obowiązków na głowie i faktycznie tego czasu nie mamy zbyt wiele. Ale znowu, tutaj mam takie pytanie.

Ile twoim zdaniem trzeba mieć czasu, żeby być na diecie? No bo faktycznie, jeżeli dietę wyobrażasz sobie jako pięć idealnych lunchboxów, z których każdy z nich jest gotowany w osobnym garnku, no to faktycznie może ci być ciężko, bo ja sama sobie nie wyobrażam w taki sposób jeść na co dzień. Ale jeżeli podejdziesz do tego w taki sposób, że chcesz wprowadzić drobne zmiany do swojego jadłospisu i na przykład zamiast iść do żabki i kupować hot doga, nauczyć się jak łączyć ze sobą różnego rodzaju gotowe już produkty, żeby zbilansować swój posiłek, albo jak wypierać już w ogóle gotowce o ładnym składzie, które będą też ciebie odżywiać i wspierać twój proces odchudzania, no to ej, to wcale nie jest aż takie czasochłonne. A być może zaplanujesz, że nie codziennie gotujesz, a na przykład co trzy dni siadasz do kuchni na 45 minut razem z pozmywaniem i posprzątaniem wszystkiego i przygotowujesz sobie chociaż obiad do pracy.

Warto na to spojrzeć w taki sposób, co sprawia ci teraz największą trudność i czego najbardziej potrzebujesz. Bo być może jest tak, że od rana nie masz większych trudności, bo jesz zdrowo, ale na przykład w pracy nie masz przygotowanego posiłku, jesz pierwsze lepsze coś z odskoku, co tak naprawdę powoduje, że gdy wracasz wieczorem z pracy, jesteś mega głodny-głodna i rzucasz się na wszystko, co jest po prostu pod ręką. No to wtedy warto byłoby zadbać o to, żeby faktycznie do pracy zabrać coś zbilansowanego, coś, co spowoduje, że nie będziesz aż tak wilczo głodny, czy też głodna po powrocie do domu. Także znowu, to będzie zależało od tego, czego potrzebujesz.

Jeżeli nastawiasz się, że dieta będzie czasochłonna, no to nie dziwię się, że jeżeli nie masz czasu, to się tego nie podejmujesz. Zachęcam raczej do tego, żeby szukać drobnych zmian, aniżeli drastycznych o 180 stopni w swoim życiu. Nie musisz nagle gotować wszystkich posiłków. Możesz zacząć wprowadzać stopniowe zmiany, które uwierz mi, że jeżeli będziesz robić regularnie, będziesz w tym konsekwentny-konsekwentna, to osiągniesz swoje efekty.

Może nie w miesiąc minus 10 kilo, ale zapamiętajmy sobie też jedną ważną rzecz, że te metamorfozy w stylu miesiąc minus 10 kilo są na chwilę. Bo jak spojrzymy na tę osobę za rok, to te 10 kilo, które schudła zazwyczaj, no niestety ponownie przybrała. Także to nie jest zdrowa metoda długoterminowa, a mam nadzieję, że jeżeli mnie obserwujesz od dłuższego czasu, to wiesz, że najważniejsze zmiany to są te, które jesteśmy w stanie utrzymać długoterminowo na lata, a nie lato. Drugim z przekonań, które bardzo często słyszę w swoim gabinecie, jest to, że ktoś nienawidzi gotować, nie chce tego robić, nie będzie tego robić.

I szczerze mówiąc, ja bardzo lubię troszeczkę podrążyć ten temat i zawsze zapytać się, z czego wynika fakt, że nienawidzisz gotować. I czy jest coś, co lubisz robić w kuchni? Bo zazwyczaj jest tak, że może ktoś nie lubi, nie wiem, gotować, ale lubi piec. Albo ktoś kojarzy gotowanie z czymś bardzo czasochłonnym, z czymś, po czym potem jest milion garnków do zmywania, z czymś, gdzie trzeba na przykład wiele rzeczy kroić i to jest po prostu dla tej osoby nie do zaakceptowania.

No i tutaj pytanie, bo być może jesteśmy w stanie pójść na jakiś kompromis. Może użyjemy jakichś gotowców, może użyjemy jakichś mrożonek, dzięki czemu nie będzie trzeba kroić warzyw. Być może zaczniemy stosować dania jednogarnkowe. Generalnie się śmieję, no ale w moich współpracach z podopiecznymi, no nie oszukujmy się, zdaję sobie sprawę, jakie mamy czasy.

No i większość potraw, które daję, są do przygotowania w 20 do 30, 40 minut maks. Także uwierzcie mi, da się, da się. Tylko trzeba czasami spróbować, trzeba pójść na jakiś mały kompromis i może nie patrzeć tak perfekcyjnie, że to musi być idealna dieta, ale wspomóc się, no bo lepiej jest użyć mrożonych warzyw, plus ugotować sobie ryż, plus na przykład zjeść sobie tego kurczaka, niż patrzeć na to w ten sposób, że nie będę na diecie, bo bym musiała przygotować sobie leczo ze świeżych warzyw pokrojonych, nie wiem, quinoy i nie wiadomo czego jeszcze, nie? Także, moi drodzy, dyskutujmy troszeczkę ze swoimi przekonaniami, bo często jesteśmy w stanie coś tam ugrać.

No i też zastanowić się, z czego wynika fakt, że czegoś tam nie lubimy i czy coś możemy z tym zrobić. Trzecia z rzeczy to taka myśl, że dieta nie jest dla mnie, dlatego że ja nie lubię rzeczy zdrowych. Wszystko, co lubię, to jest wysoko przetworzone, albo na przykład jestem uzależniona od chipsów. To jest też takie sformułowanie, które dosyć często pada w moim gabinecie.

No i tutaj pytanie, kto Ci powiedział, że na Twojej diecie nie będziesz mogła jeść tych chipsów, czy nie będziesz mógł ich jeść? Przecież ja Ci nie zabronię, pozwolę. Co więcej, mogę Ci je wpisać w jadłospis, jeżeli chcesz. Bo znowu, czy jest coś złego w tym, że ktoś na przykład raz w tygodniu zje sobie paczkę chipsów, jeżeli reszta jego jadłospisu będzie, powiedzmy, zbilansowana i prozdrowotna?

Ja nie widzę w tym żadnego problemu. Przypominam zasady 80 na 20%. Tak samo, jeżeli ktoś teraz regularnie, codziennie je te chipsy, to uwierzcie mi, że pierwszą z rzeczy to jest takie przekonanie mogę, a nie muszę. Gdy ja takiej osobie wpiszę do jadłospisu codziennie te chipsy i pozwolę, no nie jednego chipsa, tylko powiedzmy na przykład pół paczki po zjedzeniu kolacji, że ten ktoś już będzie częściowo najedzony, potem zje sobie świadomie pół paczki chipsów, będzie miał taką możliwość codziennie, to przychodzi ten moment, że ta osoba już mówi, kurczę Monia, ja wiem, że mogę, nie muszę i ja już nie chcę, ja już nie mam ochoty, do tego mnie tak bardzo nie ciągnie, nie?

Także nie nastawiajmy się w głowie, że z góry czegoś nie możemy jeść, że to, co jest zdrowe, to jest jałowe, niesmaczne i na pewno nie będę chcieć tego jeść, bo czasami warto po prostu spróbować. Miałam też ostatnio taką właśnie podopieczną, która powiedziała, że wszystkie te zdrowe fit posiłki to są takie suche, a jej mąż gotuje tak super pysznie i smacznie, wszystko na mascarpone, śmietanie i tego typu sosach, co jest wtedy takie po prostu wysokosmakowite. No i zdaję sobie sprawę, że tłuszcz jest nośnikiem smaków, ale uwierzcie mi, że na diecie nie trzeba jeść wszystkiego suchego czy tylko i wyłącznie w pasacie pomidorowej, bo jak zjecie trochę śmietany czy nie wiem, dwie łyżki mascarpone, no to nie umrzecie. Także znowu, przemyślmy swoje przekonania, szukajmy raczej kompromisów, aniżeli argumentów totalnie na nie.

Kolejną z rzeczy jest takie przekonanie, że i tak i tak teraz nie ma sensu zaczynać, no bo za chwilę są święta Bożego Narodzenia, są ferie, są wyjazdy czy wakacje, podczas których co chwilę będą grille, różne spotkania towarzyskie i tak i tak nie będę się trzymać swojej diety. No i znowu wracamy do punktu wyjścia. Czy chodzi o to, żeby codziennie jeść perfekcyjnie? Czy chodzi o to, żeby na przykład ustalić sobie jakieś takie małe cele, małe założenia, które również będę w stanie realizować na wyjazdach?

I nie, ja nie mam na myśli tego, żeby na wyjeździe sobie wszystkiego odmawiać, ale może postanowić sobie, że okej, jadę na wyjazd, ale na przykład na śniadanie jem zgodnie ze swoimi założeniami, pamiętam o tym, żeby pół talerza na przykład stanowiły warzywa świeże, wybieram sobie świadomie jakieś źródło białka, węglowodanów złożonych, staram się jeść zdrowo, ale na przykład pozwalam sobie na to, że jak jestem we Włoszech, no to na przykład codziennie obiad o kolację jem na przykład na mieście, ale te śniadania staram się dopilnować, żeby były zdrowe, że na przykład staram się unikać takiego nieświadomego podjadania, że tutaj zjem kawałek ciasta, tutaj zjem tam jakiś kawałek pizzy, tutaj zjem kawałek czegoś, tylko raczej staram się siadać do posiłku, najadać i jeść w miarę regularnie, aniżeli co chwilę coś tam przegryzać. Także naprawdę da się dostosować te zalecenia nawet do jakichś takich mega intensywnych okresów, nawet do delegacji, gdzie nie będziecie mogli się trzymać w 100% czegoś, ale mieć jakieś swoje drobne założenia, drobne zmiany, które zrobią naprawdę wiele dobrego do Waszego, powiedzmy, całego procesu odchudzania. I tak, prowadzę osoby, które regularnie wyjeżdżają za granicę na delegację, pozdrawiam Marcina, prowadzę osoby, które bardzo często mają różnego rodzaju spotkania towarzyskie, biznesowe. Uwierzcie mi, że się da, tylko nie podchodźmy do tego tak perfekcyjnie, że to musi być idealna dieta.

Chyba moje ulubione przekonanie jest takie, że próbowałam już wszystkiego, nic na mnie nie działa, mam spowolniony czy zepsuty metabolizm i tak i tak nie schudnę. I tutaj ja lubię sobie znowu podrążyć troszeczkę i popytać, na czym polegały Twoje poprzednie próby odchudzania? Co je łączyło? A czego one Cię nauczyły?

Bo najprawdopodobniej jest tak i zazwyczaj jest tak, że ktoś każdą możliwą dietę właśnie próbował w taki sposób, że to była jakaś restrykcja, jakieś detoksy, jakieś low-carby, usuwanie tego, co my lubimy, bycie głodnym, przez co, no znowu, nie chcemy tego stosować długoterminowo i tylko przez chwilę się trzymaliśmy, gdzie mieliśmy tę większą ilość zasobów psychoenergetycznych, ale gdy tylko wróciło życie, stres i różnego innego rodzaju problemy, gdzie te nasze zasoby psychoenergetyczne były mocno ograniczone, no to rzucaliśmy w kąt tę dietę. W cholerę! A wracaliśmy do tych naszych wcześniejszych nawyków, czyli na przykład jedzenia pod wpływem stresu, bo tego nie przepracowaliśmy. A znowu, idąc do dietetyka czy podejmując się różnego rodzaju strategii żywieniowych, zawsze należy zadać sobie takie pytanie, co sprawia mi największą trudność?

Czego się obawiam? Kiedy mogę się, powiedzmy, z tej diety wykluczyć? W sensie takim, co może spowodować, że ja nie będę się trzymała swoich zaleceń i jak mogę sobie w takiej sytuacji kryzysowej poradzić? Dlatego, że nie każdy potrzebuje diety, nie każdy potrzebuje modelu żywieniowego jadłospisu, listy zakupów.

Niektórzy potrzebują narzędzi doradzenia sobie w sytuacji kryzysowych, jak na przykład w sytuacjach stresowych. Trzeba czasami przegadać różnego rodzaju myśli, przekonania do tego, żeby móc się pozbyć jakiegoś tam obecnego nawyku i go zmienić. Czyli sytuacja stresowa równa się podjadanie, a na przykład zmienić to. A sytuacja stresowa równa się telefon do przyjaciółki, spacer, zadanie sobie kilku pytań, które spowodują, że prawdopodobnie albo tego nie zjem, albo chociaż na chwilę przerwę automat.

Stres równa się jedzenie. Przeczekam ten moment, dzięki czemu zjem potem bardziej świadomie. Także to też ma bardzo duże znaczenie. A co z osobami, które mają różnego rodzaju jednostki chorobowe, jak na przykład niedoczynność tarczycy, insulinooporność, gdzie wiemy, że to odchudzanie z reguły jest troszeczkę trudniejsze, no to tutaj pierwszą z rzeczy, o której warto wspomnieć, to jest to, na co my mamy wpływ, a na co nie mamy wpływu.

Bo ok, jeżeli mamy jakąś jednostkę chorobową, no to troszeczkę bardziej musimy się przyłożyć do naszych zaleceń, ale to znowu nie wygląda tak, że już jest wszystko stracone z góry, że i tak i tak nie schudniemy, bo możemy wiele zrobić, tylko, no znowu, musimy zastosować odpowiednią metodę i nie zrzucać odpowiedzialności na to, że mnie tam, nie wiem, Bozia pokarała i mam w genach wpisaną taką czy taką jednostkę chorobową, a zastanowić się, na co mam wpływ, co mogę zrobić, co mogę wprowadzić regularnie i zacząć działać. Ostatnie przekonanie, które przychodzi mi na myśl, jest związane z XXI wiekiem i naszym perfekcjonizmem, a mianowicie podejściem 100% albo nic, czyli albo się trzymam stricte swoich założeń, po prostu w 100%, wszystko, co po prostu sobie założyłam czy też założyłem, albo gdy już się troszeczkę gdzieś tam wykruszę, bo coś tam, no to już popadam ze skrajności w skrajność i objadam się wszystkim tym, co w cudzysłowie zakazane, niedozwolone, czy na co mam ochotę. I tutaj mam dla Ciebie kluczowe pytanie, bo załóżmy sobie, że jesteśmy tydzień na diecie. Nie załóżmy, że od poniedziałku wystartowaliśmy i przychodzi sobota, przychodzi kryzys.

Od poniedziałku do piątku trzymaliśmy się naszych zaleceń i załóżmy, że mieliśmy deficyt kaloryczny rzędu 300 kalorii dziennie, kilokalorii. No to od poniedziałku do piątku mamy już deficyt rzędu 1500 kilokalorii. A na przykład w sobotę idziemy na obiad do babci, czy tam do mamy, czy do kogoś i zamiast jeść swojej tam, nie wiem, strzelam fit potrawki, zjemy u babci schabowego z pyrami i surówką. No i załóżmy sobie, że ten schabowy z pyrami i surówką nawet miał 800 kalorii, a nasz obiad miałby 500.

No to mamy plus 300 kalorii. Normalnie mieliśmy więc deficyt dziennie 300 kalorii. Jak zjemy po prostu te plus 300, to tego danego dnia będziemy na zerze kalorycznym. A co jeżeli zjemy schabowego, ziemniaki, surówkę i jeszcze zjemy kawałek ciasta?

To czy dzień jest stracony i to oznacza, że już do końca dnia jeszcze na powrocie mam wjechać do maka i jeszcze mam, nie wiem, w domu gdzieś tam opierniczyć ostatnią czekoladę, która gdzieś była, bo i tak, i tak już nic nie ma sensu? No nie. Jeżeli przerwiesz na schabowym i tym cieście, nawet jakby, nie wiem, strzelam miało 400 kcal, no to przypomnę, że miałeś już wygenerowany deficyt rzędu 1500 przez 5 dni. Jesteś na zerze poschabowym, bo na przykład pominąłeś obiad z rozpiski, czy też pominąłaś, ale ciasto dało Ci 400 kcal na plusie, co na przestrzeni 6 dni, bo jesteś przy sobocie, od poniedziałku minęło 6, daje Ci minus 1100 kcal, więc nadal jesteś w deficycie kalorycznym.

Czyli teraz to od Ciebie zależy, czy Ty przerwiesz na tym schabowym i cieście i wrócisz do swoich codziennych nawyków, tak jak to wyglądało wcześniej, czy sam sama nakręcisz się w głowie i postanowisz, że już nic nie ma sensu i popłyniesz dalej z prądem i zaczniesz jeść wszystko, czego dotychczas sobie gdzieś tam zakazywałaś. Dlatego znowu, zakazy nie są dobre, bo to, co jest zakazane, smakuje najlepiej i dlatego też ja ich nie stosuję we swoich współpracach. No i zachęcam Cię do przemyślenia tego, co teraz powiedziałam, bo ma to naprawdę przeogromne znaczenie i wiele osób ma z tym problem, że albo się trzyma, albo się nie trzyma. 100% albo nic.

Tak że można coś z tym zrobić, masz na to wpływ, pytanie w jaki sposób do tego podejdziesz. I tutaj serdecznie Ciebie chcę zachęcić do wysłuchania odcinka nr 2 mojego autorstwa, który się nazywa Myśli wspierające i sabotujące. Uważam bardzo wartościowy odcinek i serio polecam go non stop, dlatego że w nim właśnie zdradzam różnego rodzaju strategie, jak można przyjrzeć się swoim myślom, przekonaniom, rozróżniać myśli od faktów, no i dzięki temu zmieniać po prostu wiele różnych sfer w swoim życiu. Przekłada się to nie tylko na odchudzanie, ale na związki, na pracę, na naszą asertywność, naprawdę multum rzeczy, dlatego jeszcze raz powiem, serdecznie zachęcam Cię do wysłuchania odcinka nr 2 Myśli wspierające i sabotujące.

A teraz podsumowując cały odcinek, jakie mamy wnioski? Po pierwsze, zachęcam Cię do tego, żebyś zaobserwował jakiego typu myśli czy też przekonania przychodzą Ci do głowy, gdy myślisz o swoim celu, który chcesz osiągnąć. Z czego one wynikają? Czy może ktoś Cię kiedyś powtarzał, że np.

nigdy nie schudniesz i tak, i tak, bo jesteś jakiś tam, jakaś tam? I czy naprawdę chcesz w to wierzyć? Co teraz tak naprawdę potrzebujesz? Co realnie możesz zrobić, a na co nie masz wpływu i nie jesteś w stanie tego zmienić?

Obserwuj swoje myśli, dyskutuj z nimi. Nie zamykaj się tylko i wyłącznie na jedno rozwiązanie, czyli, że nie wiem, dieta musi być low carb albo dieta musi być restrykcją. Możesz przecież podejść do tego, jak do zmiany nawyków żywieniowych. Myśl długoterminowo.

Do tego Ciebie serdecznie zachęcam i nie bójcie się korzystać z pomocy dietetyka. Ja wiem, że oczywiście mamy różnego rodzaju specjalistów na rynku. Jeżeli podoba Ci się tego typu podejście, które ja Tobie tutaj dzisiaj zaprezentowałam, to wybierajcie przede wszystkim osoby, które są psychodytetykami, które właśnie bardzo dużą uwagę przywiązują nie tyle do ułożenia idealnego jadłospisu, jak do zbudowania nawyków, jak do konfrontowania się ze swoimi myślami. To ma naprawdę przeogromne znaczenie i może bardzo mocno pomóc.

Także do tego Ciebie serdecznie zachęcam. Jeżeli podobał Ci się ten odcinek podcastu, to nie zapomnij zrecenzować go, zostawić gwiazdki oraz kliknąć obserwuj. A także do udostępnienia tego odcinka na swoich social mediach również Ciebie zachęcam, no bo dzięki temu bardzo mocno mi pomagasz. Dziękuję Ci ślicznie za to, że ze mną jesteś, za to, że mnie słuchasz i życzę Tobie miłego dnia.

Do usłyszenia w kolejnych odcinkach.