#11 Kobiece początki z dietą i treningami – rozmowa z Agnieszką Wianecką
Podcast episode
Pokaż transkrypcję odcinka
Cześć! Z tej strony Grzelak Monika i witam Cię w 11 odcinku mojego podcastu, który jest odcinkiem specjalnym, dlatego że pierwszy raz nagrywam go z gościnią, z którą to będziemy rozmawiać sobie o tym, jak odnaleźć się w fit świadku, zarówno od strony dietetycznej, jak i treningowej. Jednak zanim wysłuchasz rozmowy z Agnieszką, mam do Ciebie małą prośbę. Kliknij Obserwuj, a także wystaw Opinie klikając w gwiazdki na Spotify.
Dzięki temu pomożesz mi dotrzeć do większej ilości osób. Z góry ślicznie Ci dziękuję i życzę miłego słuchania. Witam Cię Agnieszko. Powiedz proszę kilka słów o sobie.
Cześć! Nazywam się Agnieszka Wianecka i jestem dietetykiem. Śmieję się, że jestem dietetykiem klinicznym z wykształcenia, bo skończyłam uniwersytet medyczny, ale moje serce jest blisko sportu, więc zajmuję się również dietetyką sportową. I na szczęście udaje mi się też łączyć te dwie dziedziny, właśnie kliniczną dietetykę ze sportową.
Także treści, które przedstawiam i które dzisiaj będziemy przedstawiać, też pewnie o te treści zahaczą. Dokładnie. Myślę też, że warto wspomnieć, że jesteś aktywna fizycznie. Tak, dokładnie.
Trenuję już przeszło 12 lat. Głównie skupiam się na treningach siłowych, chociaż tego za bardzo po mnie nie widać, bo jestem kobietą drobną, ale zawsze właśnie moje serce było przy sztandze i temu poświęcam mój wolny czas. Super. Bardzo się cieszę.
W ogóle kocham jak kobiety chcą i lgną do sztand. Tak, a takich kobiet jest niestety mało i z reguły kobiety boją się treningu siłowego, prawda? To prawda. Właśnie dzisiaj też chciałabym właśnie na ten temat porozmawiać, chociaż cieszę się, bo mam wrażenie, że coraz więcej.
Też masz takie wrażenie? Tak, widzę. Dopiero teraz mam od niedawna okazję trenować w ogólnodostępnym klubie sportowym i widzę, że faktycznie coraz więcej kobiet uczestniczy w... same może trenują siłowo, ale też uczestniczą w zajęciach, które nie polegają tylko na tańcu czy na jakiejś choreografii, ale również wykorzystują tam ketle, sztangi, jakieś małe obciążniki i widzę, że sprawia im to frajdę, więc moje oko też się cieszy na taki widok.
Dokładnie, super. Chciałabym dzisiaj, żeby kobiety, które wysłuchają tego odcinka, miały taką fajną piegółkę wiedzy na temat tego, jak zacząć w ogóle zarówno dietę, jak i treningi, jakie obawy mogą być z tym związane na początku, jakie są zagrożenia i korzyści. Także może zacznijmy od tego, z jakimi obawami najczęściej zgłaszają się do Ciebie kobiety? Pytasz mnie jako dietetyka?
Na razie tak, jako dietetyka. Jeżeli chodzi o pytanie typowo do dietetyka, to wiadomo, że ludzie boją się być na diecie, bo kojarzą dietę z liściem sałaty, że będą musieli zrezygnować z ulubionych przekąsek, że będą musieli nie wiadomo jak dużo pieniędzy, czasu poświęcić na dietę. Więc to są takie przeważające obawy, że właśnie nie dadzą sobie rady z tego powodu, że po prostu je to przerośnie. Natomiast po pierwszej nawet już wizycie widzą, że faktycznie można to sobie, można się ze mną dogadać jako z dietetykiem i można sobie na tyle fajnie zbilansować tę dietę, że naprawdę zaczynają wtedy robić to codziennie i nie stanowi to dla nich większego problemu.
A jako do trenera, jak tam? Tutaj jeszcze tylko chciałabym dodać, że właśnie, no bo to nie musi być dieta kulturystyczna, nie? Ryż, kurczak, warzywa. No i znowu dieta z definicji jest sposobem odżywiania.
Czyli my też raczej zmieniamy nawyki żywieniowe stopniowo i nadal jemy te same produkty, które lubimy, a nie, że nagle wchodzimy w jakiś etap życia, w którym coś eliminujemy, nie? To myślę, że jest takie dosyć trudne. Tak, ludzie boją się, że ich życie wywróci się o 180 stopni, a wtedy wchodzi dietetyk i mówi poproszę dwie zmiany raptem w ciągu miesiąca. Dokładnie, albo drożdżówka na drugie śniadanie, nie?
Tak, tylko poproszę dodać skyr. I orzechy, borówki, nie? No wiem, wiem, wiem o czym mówisz. Dobrze, jako trener z czym się najczęściej spotykam?
Z tym, że kobiety bardzo często boją się, że nadmiernie urosną, że np. nie wiem, uda im się powiększą, albo że będą jak np. na zawodach bikini i fitness, ale np. w tych wyższych kategoriach, gdzie już ta masa mięśniowa jest naprawdę spora i mówią, że im się to nie podoba.
Co ty o tym sądzisz? Tak, kobiety boją się tkanki mięśniowej, choć tak naprawdę nie wiedzą o tym, jak ona dobrze działa u nich, jak ona jest dla nas ważna dla kobiet, bo dzięki wyższej zawartości tkanki mięśniowej mamy wyższą gęstość kości, czy prozaicznie nawet spalamy więcej kalorii, bo tkanka mięśniowa jest takim piecem kaflowym. Ale faktycznie, jeżeli mówię w trakcie konsultacji dietetycznej o białku, o suplementach, o tym, że warto wdrożyć trening siłowy, żeby np. wyrównać dysproporcje ciała, bo część kobiet boi się, ale ja będę miała takie wielkie bary i potem patrzą na mnie, bo akurat barki mam bardzo wyrobione, jak na moją posturę, ale tutaj to nie przekłada się tak, że po tygodniu nagle nie wiadomo, jak te mięśnie urosną.
Dokładnie, też myślę, że warto, żebyście w ogóle weszli sobie na profil Agnieszki, zresztą też powiemy na końcu, gdzie ją znaleźć i zobaczycie, jak wygląda kobieta, która trenuje 12 lat i świadomie się odżywia. To nie jest bycie, nie lubię tego określenia, ale babochłopem, a naprawdę pięknej, atletycznej sylwetki, nadal kobiecej i to bardzo kobiecej. Także to też warto, myślę, że tutaj wspomnieć o tym. Tak, warto zdać sobie sprawę, że my kobiety nie jesteśmy naturalnie stworzone do tego, żeby przyrastać bardzo w tkankę mięśniową, więc musimy naprawdę dużo wysiłku w to włożyć albo sięgnąć po nielegalne substancje, żeby mocno przyrosnąć.
Dobrze, a co z tymi dużymi udami? Co ty o tym sądzisz w ogóle? Zazdroszczę dziewczynom, które myślą, że mają duże uda, bo to jest akurat mój największy kompleks. Uważam, że tutaj najlepszym rozwiązaniem, jeżeli chodzi o dietę, to wiadomo, że jeżeli chcemy zgubić tkankę tłuszczową, musimy wygenerować deficyt kaloryczny, ale ostatnio miałam okazję kilku dziewczynom wytłumaczyć, że w momencie, kiedy mamy duże uda i wydaje nam się, że one zwracają uwagę najbardziej w naszej sylwetce, to najlepsze, co można zrobić, to tak naprawdę rozbudować górę, żeby stworzyć sylwetkę klepsydry i stworzyć odpowiednie proporcje.
To tak trochę jak się w modzie używa, jeżeli mamy dużo uda, to nie używamy spódnicy, która to uwydatni, tylko inną częścią stroju próbujemy przyćmić ten efekt. Dokładnie, też myślę, że warto wspomnieć o tym, że jest wiele ćwiczeń w internecie typu jak mieć wąską talię, a tak naprawdę nie ma czegoś takiego, że zacznę robić mięśnie skośne brzucha i nagle ta talia sama się zrobi, tylko faktycznie najlepiej jest to zrobić optycznie w ten sposób, że rozbudujemy górę, większą masę mięśniową na plecach, one będą troszeczkę szersze i wtedy dzięki temu będzie lepszy efekt wizualny. Tak, natomiast dobrze, że powiedziałaś o brzuchu, bo wydaje mi się, że to jest ta część ciała, która kumuluje najwięcej kompleksów u kobiet. Wiadomo, że tutaj kobiety po ciąży też mają różną skórę w różnym stanie i niekoniecznie jesteśmy w stanie też w tym temacie podziałać, ale często jest tak, że kobiety mają taką sylwetkę skinny fat, czyli są bardzo szczupłe, mają niską masę ciała, która wynika z niskiej zawartości tkanki mięśniowej, ale równocześnie mają np.
otłuszczony brzuch. I tutaj trudno się też prowadzi taką pacjentkę, bo u tej pacjentki chcemy równocześnie wciskać gaz i hamulec, czyli budować tkankę mięśniową i spalać tę tkankę tłuszczową, więc bardzo trudno się pracuje próbując uzyskać dwa przeciwstawne efekty. Pytanie, czy treningowo możemy w ogóle podziałać, jeżeli chodzi o brzuch? No właśnie tutaj warto wiedzieć, że tak, ale nie w sposób taki, że robimy przez godzinę ćwiczenia na mięśnie brzucha.
Tak naprawdę zawsze to uświadamiam podopiecznym, bo często mi się pytają, Monia, a my nie robimy brzucha? Ja mówię, jak robisz przysiady, martwy ciąg, czy jakiekolwiek inne ćwiczenia w stylu spacer farmera, czyli idziemy sobie np. z dwoma ketlami, to ten brzuch cały czas pracuje i się wzmacnia. I np.
pytam podopiecznych, czujesz następnego dnia brzuch? No czuję, a ja mówię, a robiliśmy godzinę na macie brzuch? Nie, ale ten brzuch i tak i tak pracuje, nie? On się wzmacnia, a żeby mieć typowo kratę na brzuchu, to ona nie zależy stricte od samych ćwiczeń na brzuch, a od tego, jaką mamy michę, nie?
Czyli jaki mamy też procent tkanki tłuszczowej w ciele. No ja z kobietami zazwyczaj jak się spotykam, to słyszę albo, że chcą schudnąć, że nie podoba im się ich brzuch, że nie podobają się uda, ogólnie, że są np. za duże albo zbyt otłuszczone, przede wszystkim ta wewnętrzna część. Albo jest też ta druga strona barykady, że np.
chcą zbudować pośladki, bądź że nie akceptują swoich pelikanów. To jest to miejsce na rękach, gdzie mamy triceps. Przy tricepsie. Tak, dokładnie, że mają taką luźną skórę, nie?
No i tutaj warto wspomnieć, że a propos tych dwóch procesów przeciwstawnych, w stylu redukcja i budowa masy mięśniowej, czyli tzw. rekompozycja, no nie potrzebujemy wtedy treningu zumby, nie? Żeby spalić te pelikany, tylko potrzebujemy treningu siłowego, który spowoduje, że w tym miejscu zbudujemy mięsień i ta skóra będzie bardziej jędrna, nie? A znowu, żeby to jest takie, wiesz, zamknięte koło, które, no jeżeli chcemy zbudować mięsień, to nie możemy być w dużym deficycie kalorycznym czy w jakichś restrykcjach, dietach na sałacie, nie?
Tak, dziewczyny też boją się jeść, to jest kolejny temat, który warto zahaczyć, bo mam bardzo dużo dziewczyn, które chcą, przychodzą np. z założeniem, że będą na diecie 1200-1400 kilokalorii, gdzie to jest tak naprawdę ich podstawowe zapotrzebowanie kaloryczne i paradoksalnie też dziewczyny chyba wolą się przegłodzić niż iść na trening i dzięki temu zjeść więcej. Gdzie ja właśnie wyznaję przeciwną zasadę, lubię trenować po to, żeby jeść więcej ciastek. Więc tak, no tutaj czasem jest duży opór ze strony dziewczyn, żeby wskoczyć na kaloryczność, która pozwoli im zbudować tę tkankę mięśniową, bo boją się, że automatycznie się otłuszczą, że będą wyglądały grubo, gdzie tak naprawdę przy dobrze poprowadzonym treningu faktycznie jesteśmy w stanie budować masę mięśniową bez przyrastania w tkankę tłuszczową.
Dokładnie. No dobrze, czy są jeszcze jakieś obawy, z jakimi się do Ciebie zgłaszają, coś Ci jeszcze przychodzi do głowy, na myśl? Myślę, że nie. Jeżeli chodzi o dietę, to nic mi nie przychodzi do głowy.
No dobra, a wyobraźmy sobie kobietę, która chce zacząć i nie wie od czego. Czy są jakieś wskazówki, które chciałabyś jej przekazać? Załóżmy, że na przykład widzi, że chce zmienić swoje ciało, czyli chce już tej rekompozycji, mieć więcej mięśni, mniej tkanki tłuszczowej, ale gubi się w tym wszystkim, nie wie od czego zacząć. Myślę, że w dobie YouTube'a i tak wielu darmowych programów, które można pozyskać w dosłownie sekundę, warto jest zacząć w domu, żeby jakkolwiek zobaczyć, czy dana aktywność nam przypasuje.
Można skupić się i zmusić do tego, żeby trenować, bo samej mi to nie wychodziło w trakcie pandemii, ale naprawdę fajnie jest wyrobić w sobie chociażby ten nawyk ubierania leggingsów i ćwiczenia przez 5-10 minut, bo to już będzie pierwszy krok do tego, żeby wyjść potem z domu i w tych leggingsach poćwiczyć na jakiejś tam siłowni. Więc myślę, że zaczęłabym właśnie od treningów w domu. Zresztą szczerze mówiąc, tak zaczęła się moja przygoda, bo jak trenowałam jeszcze w gimnazjum, to nie było siłowni w moim mieście, nie było jakichś zajęć dodatkowych dla nastolatek, więc ćwiczyłam sobie w domu z małymi obciążeniami i to sprawiało mi też niesamowitą frajdę i było początkiem do superprzygody. Dokładnie.
Ja też na przykład zaczynam od chodakowskiej jako nastolatka. Także warto, żeby w ogóle zacząć, ale też to, co myślę, że warto tutaj dodać. Z jednej strony ok, rozmawiałyśmy o tym, żeby nie chodzić tylko na zumbę i nie tylko cardio, żeby się nie bać treningu siłowego, ale też pamiętajmy, że musimy znaleźć formę ruchu, którą lubimy. Żeby to nie wyglądało w ten sposób, że my się teraz zmuszamy do danej aktywności fizycznej tylko po to, żeby pozbyć się pelikanów.
Że to też jest dosyć zgubne. Tak. Taka sama zasada przysługuje nam w diecie i w treningu. Musimy robić coś, co nie stanowi dla nas dużego wysiłku, bo tylko wtedy jesteśmy w stanie robić to często i z przyjemnością.
Jeżeli komuś sprawia frajdę jeżdżenie na rowerze, to może się zimą zapisać na spinning, a wiosnę, lato spędzić cały czas właściwie na dwóch kółkach i nikt nie każe tutaj typowo trenować tylko i wyłącznie siłowo. Jeżeli ktoś lubi inne aktywności, to wiadomo, że będzie chciał poświęcać temu więcej czasu, co będzie mu sprawiało przyjemność. I tak samo, jeżeli mogę wtrącić, jest właśnie z dietą. Jeżeli ktoś nie chce jeść mięsa, no to jest na diecie wegetariańskiej i nie zmusiamy wtedy do tego, żeby włączał produkty odzwierzęce.
A jeżeli z kolei ktoś nie lubi strączków, to wiadomo, że nie będziemy proponować mu diety wegańskiej, bo wytrzyma na niej raptem tydzień, a potem wróci do swoich starych nawyków. Dokładnie. Czyli jak zawsze powtarzam bez skrajności, jakiś balans w życiu jest mega ważny. Tak mi się teraz jeszcze tylko przypomniało, bo dużo ludzi też kręci kardio po treningu siłowym.
I mam kilku swoich podopiecznych mężczyzn też pod skrzydłami i oni narzekają, że te 20 minut kardio po treningu to jest dla nich udręka. I wtedy pytam się, czy nie wolą na przykład spędzić 10 czy 8 minut na jakichś szybkich interwałach, które przyniosą im wymierne efekty nawet porównywalnie lepsze do kardio, a zajmą dużo mniej czasu. I się okazuje, że wtedy faktycznie seria burpee, wskoków na drążek, na boksa czy coś sprawia im większą frajdę i mają z tego więcej przyjemności niż z kręcenia kardio na przykład na bieżni. Dokładnie, bo się dużo więcej dzieje.
Tak. I tą aktywnością naprawdę warto się bawić i warto szukać tego, co sprawia nam właśnie zabawę. I się nie bać, próbować. Nie?
Od tego to jest. Tym bardziej, że wybór jest teraz naprawdę przeogromny. Ok. A propos tych obaw, bo jeszcze przyszło mi na myśl, że ja jako trener często spotykam się z tym, że kobiety boją się ogólnie siłowni, że będą oceniane.
Że ktoś będzie się na nich patrzeć patrzeć? Patrzeć. Patrzeć. Że ktoś się będzie na nie patrzeć, będzie oceniać w jakiś sposób.
Co Ty na ten temat sądzisz? Nie ukrywam, że tak nie jest na siłowni. Oczywiście dziewczyna, która ćwiczy, która się podciąga na drążku, tak jak ja, zawsze będzie wzbudzała gdzieś tam zainteresowanie u facetów. Szczególnie jeżeli robi to z ciężarem na przykład.
Więc ja jestem przyzwyczajona do tego, że na mnie zwracają uwagę, ale nigdy mi też to nie przeszkadzało. Natomiast pamiętam, że kiedy zaczynałam, teraz mi to nie przeszkadza przepraszam, natomiast jak zaczynałam to faktycznie było to dla mnie dziwne, że faceci między seriami potrafili patrzeć jak robię przysiad czy jak sobie gdzieś tam ćwiczę i wiadomo ubrana w obcisłe leggingsy, bo tylko w takich ćwiczę. Więc było to troszeczkę kompromitujące dla mnie, ale nie pozwoliłam sobie gdzieś tam zepsuć tego treningu i tak naprawdę przez to, że parę razy poprosiłam faceta, żeby nie patrzył się na mnie, to miałam z tego super frajdę i wyrosła z tego fajna znajomość. Natomiast ludzie patrzą na nas za każdym razem.
Jeżeli idziesz do sklepu, to zawsze ktoś się na ciebie spojrzy. Jeżeli, nie wiem, kichniesz gdziekolwiek, ktoś się na ciebie spojrzą, więc do tego się trzeba przyzwyczaić, że niestety ludzie się na nas patrzą i nas oceniają natomiast nam nie pozostaje nic innego, jak po prostu robić swoje i się tym nie przejmować. Czasem niektórzy się patrzą z zazdrością, czasem niektórzy się patrzą po prostu z zainteresowaniem albo myślisz, że się na ciebie patrzą, a tak naprawdę ktoś zawiesił wzrok i nawet nie spostrzega ciebie. Dokładnie, taka typowa zawiecha.
Myślę też, że warto dodać, że nawet jeżeli ktoś by na ciebie spojrzał na siłowni i coś sobie o tobie pomyślał, że nie wiem to nie tak robisz albo no nie wiadomo. Różne rzeczy ludzie mogą pomyśleć, to co ta osoba, która cię widzi nie wiem, przez 30 minut na siłowni ma do twojego życia? To ty jesteś ze sobą samą na co dzień i to nie powinno aż takiego dużego wpływu mieć, nie? Bo ta osoba realnego wpływu na ciebie nie ma.
Dokładnie. A poza tym też nie każdy dobrze wykonuje te ćwiczenia dopóki tak naprawdę się nie nagramy albo nie poprosimy żeby ktoś na nas spojrzał z boku, to nie wiemy. Więc niejednokrotnie osoba, która się na ciebie patrzy i nawet się uśmiecha pod nosem, że coś źle robi, pójdzie potem wyciskać źle sztangę na ławce. Jeżeli patrzy się na ciebie trener, to skorzystaj z tego, uśmiechnij się i po prostu poproś, że o widzę, że patrzysz na mnie, to może w takim razie ocenisz moją technikę w tym jednym ćwiczeniu chociaż i zobaczysz, że będziesz mieć z tego benefity, bo może akurat trener poświęci Ci trochę więcej uwagi i wytłumaczy Ci jakieś ćwiczenia.
Dokładnie, ale też myślę, że trzeba o tym powiedzieć, że często różne ćwiczenia wyglądają dziwnie albo technika wydaje się być nie taka. Wiesz co to jest Jefferson Curl? Nie. To ćwiczenie, w którym wchodzisz na podwyższenie i na typowym garbie schodzisz jak najniżej, na przykład trzymając ketla.
Czyli masz garba i schodzisz nisko i jeszcze to dociążasz. I często ludzie mówią, Boże, ktoś tam nie ma prostych pleców, za chwilę się złamie coś tam. To ćwiczenie ma swoje uzasadnione działanie. I tak często właśnie patrzę z takimi ćwiczeniami w stylu na przykład u mnie na siłowni bardzo często uczymy ruchu i na przykład aktywacja pośladka.
Świetnym ćwiczeniem jest fakt, jak na przykład jesteśmy na jednej nodze, robimy martwy ciąg i przeskakujemy do boku. Bo wtedy mamy zarówno funkcją pośladka jest właśnie wyprost, zgięcie biodra oraz odwodzenie, czyli właśnie do zewnątrz rotacji. Więc tutaj mamy idealnie to wszystko w jednym ruchu. No ale ktoś patrzy, Boże, ktoś tam sobie na jednej nodze dotyka ziemi i przeskakuje.
Co on robi? I może to wyglądać śmiesznie, bo ktoś w swoim kręgu nie ma takich ćwiczeń, ale to nie oznacza, że to ćwiczenie jest złe, niepoprawnie technicznie. To też myślę, że warto o tym dodać. Też myślę, że jeżeli ktoś zaczyna swoją przygodę z siłownią, to warto na początek może zbudować sobie świadomość ciała i technikę, dzięki wykorzystaniu maszyn.
Tam jest też wszystko opisane, wszystko wyrysowane, więc wydaje mi się to być spoko rozwiązaniem, niż na przykład porywać się na ćwiczenia wielostawowe, typu przysiad, martwy ciąg, gdzie potrzebna jest faktycznie technika i świadomość swojego ciała. I tak, i nie. Jeżeli ktoś miałby się w ogóle zacząć ruszać, to to też może być fajną opcją. W pełni nie popieram, aczkolwiek jako trener zawsze zachęcam, żeby właśnie...
się śmieję, bo ja nigdy nie pokazuję maszyn. Ja zawsze właśnie jestem team ćwiczenia wielostawowe, czy ćwiczenia z własną masą ciała. Tutaj bardziej bym zachęcała, żeby skorzystać właśnie z usług trenera, albo na przykład kolegi, koleżanki, którzy trenują już od dłuższego czasu, dlatego, że często maszyny izolują jeden mięsień, czyli na przykład buduje stricte biceps, albo nie wiem, buduje stricte czworogłowy uda, czyli ten mięsień, który jest z przodu uda, ale to się nijak nie przekłada na ćwiczenia potem wielostawowe, w stylu na przykład przysiad w życiu codziennym, nie? A jak na przykład nauczymy się wykonywać przysiad, to wtedy to ma większe przełożenie na takie ćwiczenia izolowane, nie?
Także tak w życiu codziennym ja raczej odradzam typowo maszyny, chociaż z drugiej strony jakby na to spojrzeć, jeżeli ktoś odważy się pójść na siłownię i pójdzie na maszyny, to lepsze jest to od niećwiczeń, nie? To z tym się zgodzę w pełni. A co sądzisz na przykład o tym, że przykładowo masz kobietę, która nic nie robiła, która jest pospinana, która nie ma świadomości swojego ciała, jest też osłabiona, jej tkanka mięśniowa jest osłabiona. Taka kobieta chciałaby robić ćwiczenia wielostawowe.
To czy z doświadczenia widzisz, że trudno jest zacząć prawidłowo wykonywać przysiad, czy raczej my to mamy wgrane intuicyjnie i każdy z nas to umie? Powiem tak, to zależy, czyli ulubione słowo, przede wszystkim od tego, co ktoś robił w przeszłości, czy ktoś chociaż za dzieciaka na przykład uprawiał jakiś sport, bo osoby z przeszłością treningową często jest im po prostu łatwiej, dlatego że już mają trochę większą świadomość swojego ciała, trochę większą koordynację i tak dalej, i tak dalej. Aczkolwiek nie ma takiego ruchu, którego nie dałoby się zaskalować, bo nawet, czyli właśnie ułatwić bądź utrudnić w zależności od potrzeb, bo nawet taki przysiad nie trzeba go od razu robić stojąc jako air squat, czyli że po prostu stoimy i robimy przysiad i wstajemy, bo on technicznie może dla wielu osób sprawiać trudność, ale możemy robić na przykład przysiad na podwyższenie. Możemy robić przysiad z podkładkami podpiętami, jeżeli ktoś ma na przykład problem z mobilnością w stawach skokowych albo różne inne sytuacje, nie?
Także czy to jest trudne, to zależy od przeszłości, tak bym to podsumowała, ale uważam, że jeżeli jesteśmy dobrze poprowadzeni, to da się to szybko wypracować, nie? W odpowiednim dla siebie poziomie, dlatego ja zawsze zachęcam, szczególnie na początku, no tak samo, jak idziemy na przykład na wspinaczkę, bo chcemy zacząć, no to nie jest tak, że wchodzimy i idziemy od razu na wspinaczkę, tylko bierzemy jakiegoś instruktora. Ja też polecam, że jeżeli idziemy na przykład na siłownię, wziąć sobie 1-2-3 spotkania z trenerem, wdrożyć się, a potem już też będziemy mieli dzięki temu większą pewność siebie, bo będziemy wiedzieli, że my poprawnie wykonujemy dane ćwiczenie. To prawda.
W sumie to też można przełożyć na świat dietetyki, że fajnie jest skorzystać z porady dietetyka, szczególnie jeżeli nie interesujemy się żywieniem, chociaż jak się interesujemy i śledzimy w internecie różne treści, to też laikowi uważam trudno jest przefiltrować, więc warto tak czy siak te treści jeszcze obgadać z profesjonalistą, któremu ufamy. W każdym razie warto jest skorzystać z pomocy dietetyka, który chociażby nakreśli jakie potrzeby ma nasz organizm, jak można te potrzeby pokryć za pomocą diety, ewentualnie dobierze jakiekolwiek suplementy i w ten sposób zacząć sobie przygodę, niż działać po omacku i jeszcze sobie przy okazji szkodzić, bo niestety kobiety mają tendencję do tego, i tu płynnie możemy przejść do kolejnego tematu, mają tendencję do generowania zbyt wysokich deficytów kalorycznych, bo myślą, że głodówką i połączenie głodówka plus trening siłowy spowoduje szybsze efekty, a wcale tak nie jest i może to doprowadzić do licznych konsekwencji zdrowotnych. Tak, w pełni się zgadzam, tym bardziej, że tak wcześniej rozmawiałyśmy, no chociażby fakt tego, że jeżeli chcemy zbudować mięśnie, no to nie możemy być w zbyt dużym deficycie, a też jeżeli nie mamy tej wiedzy i na przykład nagle się zerwiemy na dużą ilość aktywności fizycznej i do tego jeszcze zastosujemy jakąś dietę, czy to z internetu, czy na przykład bo na koleżankę działało, bo ja też tak mam. Co w ogóle sądzisz o tym?
Ja też tak mam, bo koleżanka stosuję. No tak jak leki dobieramy indywidualnie do danego pacjenta, to tak dieta też powinna być dobrana. Oczywiście zdarza się tak, że dwie dziewczyny mogą być na tej samej diecie i to będzie działało, ale na przykład jedna ma taką, a nie inną pracę i dla niej propozycje posiłków powinny być inne, a dla drugiej zupełnie inne, żeby połączyć to po prostu z jej możliwościami. Dokładnie, a jednak tutaj często widzę, że ten argument, bo ona stosowała i schudła albo bo ona tak ćwiczy i jest ok, no dla wielu osób mocno przemawia, nie?
No ale to trochę tak jak nie iść do lekarza, kiedy ma się jakąś chorobę i wybrać antybiotyk, który został koleżance z poprzedniego opakowania. Dokładnie, indywidualnie Ale też co warto powiedzieć, no bo jeżeli ktoś tak dużo ćwiczy, a mało je, to co może być też konsekwencją? Między innymi zaburzenie odżywiania, a to już jest temat rzeka, plus na przykład zaburzenie miesiączkowania, czego konsekwencje potem są leczone latami. Tak, w większości dziewczyny nie zdają sobie z tego sprawy, bo wręcz nawet cieszą się, że nie mają miesiączki, bo przyznajmy szczerze, że jest to dla nas swego rodzaju udręka.
Natomiast z fizjologicznego punktu widzenia brak miesiączki świadczy o tym, że organizm jest w zbyt dużym deficycie i stwierdził, tak kolokwialnie może chciałabym wytłumaczyć, organizm stwierdził, że ma tak mało energii na utrzymanie swoich potrzeb, że zablokuje owulację, żeby ewentualna ciąża się nie przytrafiła, bo będzie generować jeszcze większe wydatki energetyczne. I nie jest to optymalna sytuacja, bo może doprowadzać na przykład do zmniejszenia poziomu estrogenu, co z kolei będzie za sobą pociągało mniejszą gęstość kości. Poza tym żyjemy w dobie, gdzie dziewczyny mają duże problemy, pary przepraszam, mają duże problemy z płodnością, z zajściem w ciążę, z poczęciem nowego życia, więc tym tematem też trzeba się zainteresować, tematem poboru energii w momencie, kiedy mamy dziewczynę, która nie może zajść w ciążę, a trenuje i jest na jakiejś diecie. A w ogóle jak często spotykasz się z osobami, które twoim zdaniem właśnie popadają w jakiejś skrajności?
Częściej spotykasz się z osobami, które racjonalnie wybierają swoją drogę i na przykład widzisz, że mają balans w jedzeniu i treningach? Czy raczej częściej się spotykasz z osobami, które albo za mało jedzą, boją się i są właśnie w jakichś restrykcjach albo na przykład zbyt kompulsywnie do czegoś podchodzą? Tu bym podzieliła to na dwa etapy mojego życia. Kiedyś żyłam w bańce kulturystyki, miałam bardzo szerokie grono znajomych, którzy zajmowali się tym tematem, tym sportem i w tej bańce niestety zaburzenia odżywiania moim zdaniem zdarzają się częściej.
Faktycznie jest dosyć duży nacisk na to, żeby trenować intensywnie, żeby trzymać michę w 100% i jeszcze kiedyś udzielałam się na jednym z forów sportowych, to nawet pamiętam sytuację, że dziewczyna szła na weselę swojej koleżanki z własnym pudełkiem z kurczakiem i ryżem, bo to akurat nie był jej dzień cheat day. Więc żyłam długo w tej bańce i gdybym się z niej nie wydostała, to bym pewnie myślała, że faktycznie dosyć często się to zjawisko zdarza. Natomiast potem zachłysnęłam się światem crossfitu, gdzie dużo mniej zwraca się uwagę na wygląd, chociaż tak naprawdę zawodnicy wyglądają super, ale jest to po prostu skutek uboczny intensywnych treningów. Więc w crossficie bardzo mało mówiło się o tym, jak się wygląda.
Dietę w większości też ludzie dopasowywali intuicyjnie pod swoje intensywne treningi i liczyła się głównie sprawność, szybkość, wytrzymałość. To, żeby być po prostu lepszym z treningu na trening, a nie to, żeby mieć większy sześciopak. Więc tutaj akurat zderzyłam się z taką rzeczywistością, gdzie niejednokrotnie ludzie wręcz nawet nie trzymali miski, że tak powiem, a i tak mieli świetne rezultaty w sporcie, czy wyglądali super. Natomiast wydaje mi się, że takich problemów typowo zaburzeń odżywiania ja nie mam.
Ja sama osobiście nie mam, ale nie mam też pacjentów czy klientów z tym problemem. Natomiast może być też tak, że nie przyciągam swoją osobom takich problemów, że jestem właśnie w kolejnej bańce, gdzie sama pokazuję jak można żyć normalnie i jeść normalnie, trenować ciężko, mieć zawsze gdzieś tam jakieś słodkie w diecie, więc całkiem możliwe, że trafiam po prostu do takich odbiorców. Natomiast z racji, że Ty zajmujesz się takim tematem, to zapewne masz wniosek, że takich problemów jest więcej. Tak, dokładnie, bo zarówno...
znaczy ja też kieruję swoje treści właśnie do takich osób przede wszystkim i właśnie obserwuję, że zarówno treningowo bardzo często popadamy w różne skrajności, czyli albo jesteśmy totalnie anty-na-nie bo coś, bo się czegoś boimy albo np. sami nie wiemy, co nas motywuje do tego, albo jesteśmy w drugą stronę, czyli nagle trenujemy 5, 6, 7 razy w tygodniu zero odpoczynku, 2-3 treningi dziennie i jemy np. 1200 kalorii, co mnie zawsze bardzo zaskakiwało. Sama byłam na tym etapie, żeby nie było.
Ale dla mnie to jest niesamowite, jak dużo ludzki organizm jest w stanie znieść. Jak np. ktoś trenuje 2 razy dziennie, 6 dni w tygodniu i je np. 1400-1600 kcal, a jego organizm co prawda ledwo domaga, ale domaga.
To prawda, ale to zawsze się kończy źle i z doświadczenia to widzę, że ostatecznie i tak, i tak odezwie się to gdzieś albo gorszą pracą tarczycy, albo właśnie zaburzeniami miesiączkowania. Także to jest taki miecz obosieczny, a wcale takie... bo właśnie też fajnie gdyby to wybrzmiało, żeby zaczynać to lepiej robić to powoli i po prostu uczyć nasze ciało, że halo, teraz będziesz trochę zasuwał ciężej. Wiem, że do tej pory leżałeś na kanapie, ale teraz będziesz robić przysiady niż wskakiwać na głęboką wodę, żyć przez miesiąc z zakwasami, z naciągniętymi mięśniami itd.
i właściwie dobijać się ciągle do fizjo. Bo tylko w ten sposób jesteśmy w stanie też czerpać z tego przyjemność, bo wydaje mi się, że dużo osób jest w stanie wytrwać np. tydzień takiego reżimu, ale potem właściwie siada im motywacja, bo to jest dla nich po prostu trudne, to jest coś nie do zniesienia przez dłuższy czas, bo jeżeli ktoś do tej pory nie był w stanie znaleźć 15 minut na spacer, to nagle jak sobie narzuci 5 treningów siłowych w tygodniu każdy po 1,5 godziny, no to ok, jest w stanie ten tydzień poświęcić, ale potem tak naprawdę życie dobija go i weryfikuje jego plany, więc fajnie jest sobie zapodać taki po prostu plan minimum, zarówno w diecie jak i w sporcie, więc może ja powiem o diecie. Plan minimum polega na tym, że patrzymy ile jesteśmy w stanie faktycznie zrobić i ile posiłków jesteśmy w stanie przygotować w ciągu dnia.
Jeżeli których nie jesteśmy, to po prostu wybieramy sobie jakieś dobrej jakości gotowce ze sklepu. Jeżeli nie chcemy gotować, to też szukamy jakichś rozwiązań, więc nie możemy wywrócić sobie dietę o 180 stopni, tylko szukamy takich kompromisów, które pozwolą nam w miarę żyć tak jak do tej pory i nie poświęcać pracy, rodziny czy czegokolwiek jakiejkolwiek strefy naszego życia, diecie, ale równocześnie trzymać tę dietę i mieć na niej efekty. A treningowo? Treningowo to wygląda też w ten sposób, że sprawdzamy ile razy faktycznie w tygodniu jesteśmy w stanie poświęcić i ile czasu, bo to nie jest tak, że trening siłowy musi trwać godzinę albo że potrzebujesz godziny na siłowni plus pół godziny dojazd w jedną, pół godziny w drugą, kąpiel, nie wiadomo ile czasu.
Warto jest właśnie zastanowić się ile Ty masz realnie czasu w ciągu dnia i tygodnia i np. można zacząć od tego, że ja jak pracuję 8 godzin przed komputerem, to jak mam jakąś przerwę, to na 5 minut podchodzę do ściany, robię ćwiczenia np. otwierające Tak samo z planem B, że jeżeli planuję już iść te dwa razy w tygodniu na siłownię np. albo na wspinaczkę, na basen, coś się wydarzy, że nie mogę pójść, bo np.
pada na dworze albo nie mamy samochodu, różne rzeczy w życiu się dzieją, to np. odpalam sobie z YouTube'a dance workout i sobie tańczę, bawię się i przy okazji spalam jakieś tam kalorie albo że np. odpalam sobie jakąś jogę albo np. idę na spacer.
Naprawdę możliwości mamy sporo, tylko tutaj też warto wspomnieć, co nas motywuje, bo jeżeli motywuje nas typowo sylwetka, to często mam wrażenie, że popadamy w takie skrajności typowo kalorii. Zarówno dietetycznie, jak i treningowo, co spala jak najwięcej kalorii? Ja w ogóle często słyszę takie pytania Który trening spali najwięcej? Kiedy ja jak najszybciej schudnę?
My chcemy efektów tu i teraz A w ogóle Aga, pamiętasz co Ciebie motywowało od początku do ćwiczeń? Ja byłam zawsze osobą bardzo szczupłą, zresztą do tej pory jestem i przybieranie na masie bardzo mi idzie opornie więc moim celem było od początku właściwie umięśnienie się i poprawa sylwetki. Byłam zdrowa byłam sprawna, więc to nie było moim celem, ale głównie chciałam właśnie paradoksalnie zbudować masę mięśniową. Czyli gdzieś tam mimo wszystko skupiałaś się na wyglądzie, nie?
A teraz na czym się przede wszystkim skupiasz? Teraz wygląd dostaję jakby rykoszetem, bo tak naprawdę chcę dźwigać więcej. Moim celem w sumie jest bardziej czerpanie przyjemności z tego sportu Naprawdę nie wyobrażam sobie nie trenować już i ja nie muszę bić rekordów na każdym treningu Ja po prostu chcę się zmęczyć, chcę mieć godzinę tylko i wyłącznie dla siebie. Godzinę, w której nie będę myśleć o pracy, o tym co mam zrobić z danego dnia i tak naprawdę sport stał się aktualnie dla mnie elementem rytmu dnia.
Właśnie to chciałam, żeby wybrzmiało, że w momencie, w którym my się skupiamy tylko i wyłącznie, jakby naszym celem jest sylwetka to często, gęsto to są różnego rodzaju skrajności a w momencie, w którym i to jest po prostu nieprzyjemny proces, bo wtedy myślimy i o miejsce o tym, że nie wiem, ograniczamy jakieś wyjścia do znajomych, bo to spowolni naszą redukcję, bo coś tam. A w momencie, w którym po prostu czerpiemy fun z tego co robimy czyli znajdujemy sobie aktywność fizyczną, którą lubimy dobieramy sobie żywienie w taki sposób, żeby nam ono odpowiadało, to tak naprawdę my chcemy to robić i my szukamy okazji do tego, my się nie musimy zmuszać Prawda? Dokładnie. Jeszcze też chciałam właśnie nawiązać do tego właśnie tak jak teraz powiedziałaś, musimy znaleźć taką aktywność która nam sprawi przyjemność, a nie będzie źródłem tylko i wyłącznie spalania kalorii, więc nie myślmy w perspektywie tego, że nie pójdę na spacer bo to nic mi nie przyniesie, wolę zrobić jakiś tam trening siłowy pomimo tego, że jestem obolała Nie, słuchaj swojego ciała i pójdź na ten spacer, zrelaksuj się, to będzie też forma odreagowania chociażby stresu w ciągu całego dnia A niekoniecznie myśl tylko w perspektywie tego ile treningu, ile kalorii spalisz w trakcie tego spaceru Druga rzecz, też mówiłaś o tym, żeby sobie właśnie odpalać różne awaryjne plany i uważam, że też jest fajnym podejściem danie sobie takiego wentylu bezpieczeństwa My w diecie stosujemy zasadę 80-20 czyli chcemy trzymać się 80% swojego planu i 20% dajemy sobie na różne wyskoki typu wyjście na miasto albo jakiś posiłek awaryjny, kiedy nie mamy możliwości sobie czegoś przygotować samodzielnie i w sporcie to samo jeżeli zakładam sobie, że będę robić trzy treningi w tygodniu i ten trzeci mi z jakiegoś powodu nie wleci, to po prostu tego dnia na przykład pójdę sobie na spacer i traktuję to jako coś normalnego a nie jako porażkę.
Tak samo lepiej jest ja to na konsultacjach często mówię, lepiej jest przyjąć sobie, że będę robić trzy treningi w tygodniu i każdy czwarty będzie sukcesem niż zakładać, że będę robić cztery treningi w tygodniu i nie wyrabiać się z tym czwartym i traktować to jako porażkę. I czuć jakąś frustrację czy presję, bo ja powinnam, powinienem. Dokładnie też a propos właśnie tempa żeby obrazowo to przedstawić, jeżeli ktoś przez 10 lat hodował tkankę tłuszczową, tył, skrupulatnik, kilogram na przykład na kwartał to nie może oczekiwać, że nagle zrzuci cały balast w przeciągu dwóch miesięcy. Jeżeli ktoś od 10 lat nie dbał o siebie, no to nie osiągnie super efektów w tak krótkim czasie, więc też trzeba mieć świadomość, że tak naprawdę dieta no to jest właśnie to takie kolokwialne maraton, a nie sprint że żeby lepiej dać sobie trochę więcej czasu na to, żeby zrobić coś mniejszym kosztem niż na 100%, właśnie działać na 80% i godzić się z jakimiś potknięciami niż decydować się na to, że będę na super głodówce i chcę szybko osiągnąć efekty bo to nie doprowadzi nas tak naprawdę do niczego więc my się nastawiamy po prostu na długotrwałą zmianę nawyków i na to, że proces redukcji czy budowania będzie trwać, ale w pewnym momencie stanie się to dla nas zabawą i nie będzie tak naprawdę przeszkadzało nam, nie będziemy o tym myśleć, to się po prostu będzie działo Dokładnie, no bo też myślę, że warto tutaj dodać w tym wszystkim, że oczywiście, że się da szybko schudnąć również na różnych głodówkach, czy da się szybko spalić kilokalorie i gdzieś tam osiągnąć jakiś swój efekt, ale pytanie na jak długo bo my często mamy problem z odroczoną gratyfikacją chcemy tu, już, teraz, na dzisiaj, na wczoraj bo na przykład nie wiem, za miesiąc mam wesele czy coś w tym stylu no ale tak jak super właśnie wytłumaczyłaś, no jeżeli ostatnie dziesięć lat o siebie nie dbaliśmy no to przez miesiąc tego nie wypracujemy i tak samo, jeżeli my patrzymy na to, że za miesiąc na wakacjach chcę wyglądać, no to pytanie, ale co po tych wakacjach na tych wakacjach nagle znowu obiadamy się, wracamy do starych schematów i tyjemy, zresztą Aga powiedz może troszeczkę, jak to jest z ciałem jak się to odbija w ogóle na nas, jak my mamy takie częste zmianie wagi, że ktoś zrzuci drastycznie, za chwilę tyje zrzuci, co się wtedy dzieje, bo o tym warto mówić generalnie skóra nie jest w stanie się tak szybko dostosować do zawartości tkanki tłuszczowej więc ona też się pogarsza, a poza tym jeżeli raz wychłodujemy sobie tkankę tłuszczową, to ona potem nie znika, tylko te komórki co najwyżej się opróżniają więc raz doprowadzając do tego, że tyjemy tak naprawdę potem zwiększamy sobie tak czy siak ryzyko że znowu gdzieś tam te kilogramy wrócą, bo organizmowi łatwiej będzie wrzucić tłuszcz do już istniejącej komórki niż na nowo ją tworzyć Coś jeszcze masz do dodania?
Właśnie, że w taki sposób często się rodzą te skiny fat, nie? To są datki właśnie niejędrne, w których my mamy problemy z masą mięśniową A tak, szybka utrata wagi bardzo często też powoduje utratę tkanki mięśniowej, bo żeby spalić 1 kg tkanki tłuszczowej trzeba wygenerować deficyt rzędu 7-8 tys. kilokalorii więc jeżeli ktoś traci w przeciągu miesiąca 10 kg, to przysięgam, że nie jest to tylko tłuszcz, ale równocześnie tkanka mięśniowa i woda Też na początku mówiłaś, jakby komórki mięśniowe są bardzo energochłonne i organizm właśnie w sytuacji różnego zagrożenia woli oddać mięśnie czyli być mniej, załóżmy, sprawnym i jędrnym ale mieć magazyn tłuszczu do tego, żeby przetrwać gdyby nie było potem energii przez dłuższy okres czasu dlatego dbajmy o te mięśnie i nie popadajmy w żadne skrajności. Dobrze, w takim razie chciałabym jeszcze na sam koniec powiedzieć o tych korzyściach bo już po części powiedziałaś, że to jest taki fajny czas dla Ciebie, w którym Ty nie myślisz o problemach to jest proces, który Ciebie cieszy Jakie jeszcze korzyści płyną z aktywności fizycznej i z np.
zdrowszego żywienia? Dla mnie dużą korzyścią jest to, że faktycznie mogę jeść sporo i jem praktycznie tyle co facet, a nie Ty je. Aktualnie jestem na kaloryczności powyżej 3000 kilokalorii i jestem w stanie utrzymać swoją masę ciała, jeżeli już to przyrastam w tkankę mięśniową i to jest super i też daje mi to dużo satysfakcji, więc pozwala mi to też rozwijać moją osobowość, właśnie charakter. To, że ja jestem w stanie każdego dnia wstać, jestem w stanie pójść na trening, też przekroczyć pewne swoje granice spowodowało, że jestem osobą, która ma duże poczucie sprawczości, jestem osobą, która jest pewniejsza siebie niż wtedy, kiedy zaczynałam trening siłowy.
Więc z takich mniej wymiernych rzeczy to właśnie zmiana mojego nastawienia do siebie, do tego ile mogę bardzo pomogła mi i myślę, że też mi pomaga w innych aspektach mojego życia. Natomiast jeszcze też cieszę się na przykład z tego, że jestem faktycznie sprawna i pomimo tego, że czasami jestem obolała po treningu, to większość czynności nie sprawia mi problemu odkręcenie słoika, czy przyniesienie sobie zakupów, czy nawet walka z psem, który lata na smyczy za kotem, a mam dużego owczarka, więc muszę mieć dużo siły. To wszystko nie jest dla mnie trudnością przez to, że jestem sprawna dzięki treningowi siłowemu. Powiedziałabym to samo, dosłownie wyjęłaś mi to z ust, ale też fajnie, że mówisz o tej kwestii osobowościowej, bo często się mówi, że właśnie będziesz bardziej sprawna, będziesz miała, nie wiem, ładniejsze, bardziej estetyczne ciało, a to wszystko zależy jednak, bo każdemu się coś innego podoba, ale rzadko się mówi o tym, jak to wpływa na nasz charakter, osobowość, na to jak my się czujemy w ciągu dnia.
Myślę też, że pod kątem zdrowotnościowym warto dodać, że większa ilość masy mięśniowej a niższy poziom tkanki tłuszczowej również pozytywnie wpływa chociażby na naszą insulinowrażliwość. Czyli wszelkiego rodzaju osoby, które mają problemy z insulinoopornością czy z cukrzycą, warto również, żeby były aktywne fizycznie i dbały o ten procent masy mięśniowej. Tak samo bardzo dobrze to wpływa chociażby na naszą perysteltykę czy też motorykę jelit, czyli na to jak my właśnie trawimy, wchłaniamy, żeby nie było żadnych zaparć tego typu rzeczy. Tak, aktywność fizyczna też pozwala poprawić jakość snu.
Pozwala też uregulować rytmy i faktycznie zauważam, że łatwiej jest mi też znaleźć, abstrahując od rytmów biologicznych moich układów, łatwiej jest mi wbić się w rytm dnia i okiełznać wszystkie obowiązki codziennego życia, kiedy mam ten trening rano, niż paradoksalnie kiedy na przykład tę godzinę mam więcej w ciągu dnia bo mam wtedy poczucie, że mam nie wiadomo jak duży zapas czasu i z wieloma rzeczami zwlekam. Także to, że ja codziennie rano też idę na trening, pozwala mi wyregulować sobie takie rytmy zawodowe i pozwala mi się tak paradoksalnie ze wszystkim wyrobić. No, ale to też często widać chociażby w nauce, że im więcej mamy faktycznie na głowie, tym jesteśmy lepiej zorganizowani, nie? Dokładnie.
Poza tym lepiej się pracuję, kiedy ciało jest zmęczone, bo zauważyłam, że częściej jestem właśnie taka niskora do skupienia się w momencie, kiedy jestem w tym dniu nietreningowym. Okej, okej. Ale też tak jak powiedziałaś, no trening jest dla Ciebie czymś bardzo przyjemnym, czymś co lubisz, czymś co pozwala Tobie rozładować Twoje emocje, nie? Także to też na pewno pozytywnie wpływa.
Dobrze Aga, super rozmowa naprawdę mam nadzieję, że zainspirowałyśmy tą naszą rozmową tutaj kobiety. Powiedz mi proszę, gdzie Ciebie można znaleźć? Głównie prowadzę social media na Facebooku i na Instagramie znajdziecie mnie pod moim nazwiskiem Agnieszka Wianecka Dietetyk. pl i tam łączę tematy kliniczne ze sportowymi więc pojawiło się już do tej pory sporo artykułów, które poruszają wiele tematów.
Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że to nie była ostatnia nasza rozmowa, także serdecznie dziękuję Ci za wysłuchanie tego odcinka i do usłyszenia w kolejnych.